Źli motocykliści w kamizelkach

biker

Impreza w parku miejskim. Motocykle stoją po jednej stronie głównej alejki, którą przechadzają się ludzie. Dzieciaki kręcą się między nogami wyrywając rodzicom a to, aby pomacać motocykl, a to żywego konika, który stoi opodal, a to te wypchane na kółkach do zabawy. W tle szykuje się do gry jakiś zespół, szeleszczą kolorowe baloniki, a konferansjer stara się zabawić publiczność. Poza tym paru zwykłych przechodniów, którzy nie wiedzieli, że będzie tu się coś działo albo po prostu nie są zainteresowani. Co jakiś czas ktoś przyjeżdża motocyklem, ktoś inny odjeżdża, raz ostrożnie przeciskając się przez grupę ludzi, raz tocząc przez opustoszałą akurat drogę.

W pewnym momencie jakiś idiota odpala swojego nakeda i zjeżdża na początek alejki, przegazowując przy tym agresywnie, zawraca i rusza ostro rycząc na wysokich obrotach. Ludzie przerażeni uciekają z drogi. Wstaję i ruszam jego śladem chcąc porozmawiać o tym, co robi. Jest już na samym końcu i zawraca. Czterysta metrów pokonał w momencie. Przede mną pojawia się dwóch ludzi z jednego z klubów MC. Niespiesznie stają w poprzek drogi, którą za chwilę będzie wracał koleś na nakedzie. Gdy się zbliża, jeden z chłopaków daje mu sygnał, aby się zatrzymał. Kiedy tylko motocykl staje, ten bez słowa wali kolesia w pysk otwartą dłonią i poprawia drugą. Idiota jest w szoku, ciosy były lekkie, więc ledwo poczuł, ale chyba dociera do niego poczucie publicznego poniżenia. Coś pyskuje, ale na propozycję „no to chodź” rejteruje, tym razem powoli, na miejsce z którego wyruszył. Chłopaki z MC wracają na ławkę. W tle słychać śmiechy i pomruk aprobaty. Oczywiście zarówno główny bohater, jak i jego koledzy mają inne odczucia.

Wracam i ja na swoją ławkę. Potem jeszcze komentujemy ze znajomymi, jakim trzeba być idiotą, aby szaleć w parku pełnym ludzi. Bez znaczenia jest, czy i jaki odcinek był pusty, gdy zza każdego drzewa mogło wyskoczyć dziecko, a kilka osób musiało uciec na chodnik.

Dopiero później nachodzi mnie smutna refleksja, że ta sytuacja będzie źródłem kolejnej mrożącej krew w żyłach opowieści o tym, jacy źli są motocykliści w klubach. O ich brutalnym usposobieniu i generalnie o tym, jak bardzo nie szanują innych.
Oczywiście urażona duma idioty nie pozwoli mu przyznać się do tego, co zrobił. Zostanie tylko rzewna historia, jak to „niewinny” chłopak został brutalnie skrzywdzony przez „tych klubowych”.
Cóż… życie…

 

Autor: Jacek Łukawski

Tekst publikowany był w kwartalniku „Swoimi Drogami”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>