Zimowa Jaskinia Raj

Obraz 007

Podziemnym wejściem dostali się do jaskini. Cud natury, jaki zobaczyli, dziwne kształty nacieków i ich barwy, przypomniały bajkowy, nieziemski świat.
– „Przecież to raj” – krzyknął jeden z wędrowców. „Prawdziwy raj”

Do raju droga przez…

Dziś chciałbym was zabrać w wyjątkowe miejsce, które powinno być obowiązkowym punktem na trasie waszej wycieczki po Górach Świętokrzyskich. Tym miejscem jest jaskinia o wdzięcznej nazwie Raj, której unikalna szata naciekowa kształtowała się od trzeciorzędu i stanowi obecnie jeden z najwspanialszych w Polsce cudów natury. Żaden opis ani zdjęcie tak naprawdę nie oddadzą tego, jakie wrażenie robi jaskinia oglądana na żywo, więc mam nadzieję, że tym tekstem uda mi się was zachęcić do jej odwiedzenia.
Ze względu na to, że mieszkam niedaleko, Raj zwiedzałem już kilka razy, ale tym razem po raz pierwszy postanowiłem wybrać się tam zimą. Oczywiście na motocyklu.

Cała wycieczka miała być pretekstem do sprawdzenia możliwości motocykla i zastosowanych przeróbek. Ze względu na to, że planuję poświęcić na to osobny artykuł, więc w tym miejscu ograniczę się tylko do krótkiej informacji:
Motocykl CZ180 Roland po zdjęciu karoserii z laminatu został dostosowany do jazdy w zimie na wzór szwedzkich motocykli wojskowych. Jak widać na zdjęciach, między innymi zostały zamontowane specjalne płozy pozwalające stabilizować motocykl na śliskiej nawierzchni, sterowanie biegami przeniesione „w rękę”, wzmocniony układ zapłonowy itd. O szczegółach (mam nadzieję) przeczytacie wkrótce. Ponadto postanowiłem po raz pierwszy, odwiedzając jaskinię, poczuć odwrotną zależność cieplną i nie marznąć wewnątrz.

Gdy świat pokryty jest białym puchem, znane trasy nabierają nowego wymiaru. W moim wypadku dystans w linii prostej wynosi około 10 kilometrów, więc postanowiłem tę wycieczkę nieco urozmaicić, układając marszrutę z uwzględnieniem bocznych dróg i przeprawy poprzez lasy.

Obraz 006
Zabawę czas zacząć.

Termos z gorącą herbatą ląduje w kufrze i powoli zakładam na siebie kolejne warstwy odzieży. Swetry, kominiarka, szalik, bechatka i szwedzkie spodnie wojskowe. Membranę mam tylko w rękawicach, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. W końcu w podobnym zestawie kilkanaście lat temu łaziłem po lasach i nie narzekałem. Akumulator w garść i do garażu. Motocykl ma instalację 6-woltową, więc wolałem nie ryzykować, zostawiając baterię na kilka dni bez ładowania.

Odpalam bez problemu i już po chwili ostrożnie ruszam w drogę. Przez ostatnie dni prawie w ogóle nie padało, więc asfalt jest suchy i opony dobrze trzymają się drogi, pozwalając na jazdę jak „w sezonie”. Towarzyszą mi ciekawskie spojrzenia, każdy chce popatrzeć na wariata na motocyklu… Zakręty staram się brać na „kwadratowo”, aby nie szlifować lub nie położyć się na płozie i nie zrobić „cyrkla”. To dopiero początek i powoli będę nabierał wprawy, ale na razie wolę nie ryzykować i nie sprawdzać, na ile mogę sobie pozwolić.

Obraz 037
Łatwo już było.

Wkrótce zatrzymuję motocykl. Razem z asfaltem kończy się zabawa. Przede mną odcinek offu, którym w sezonie z łatwością przelatywałem w drodze do pracy, a teraz stanowi prawdziwe wyzwanie. W końcu nogi z podnóżków przenoszą się na płozy. Bieg wbijam ręcznie i… „Sezon nigdy się nie kończy!” Jazda!

Tyłek tańczy w każdą stronę, ale po chwili już jadę balansując na płozach. Wyślizgany śnieg sprawia, że każde mocniejsze odkręcenie manetki kończy się pływaniem tyłu, operuję więc tak, aby uzyskać maksimum przyczepności. Dopiero na zjeździe ze wzniesienia mogę wrzucić dwójkę, a nawet trójkę, z której i tak zaraz schodzę na dwa, aby nie tracić zdolności manewrowych. Stanowczo będę musiał później „podciągnąć” tylni hamulec, bo zdaje się stanowić jedynie zbędną ozdobę na kierownicy.

Pola się kończą, ostrożnie przedostaję się przez jezdnię i po chwili wjeżdżam w las. To wschodni stok góry Telegraf. Miejsce nie cieszące się dobrą sławą i pamiętające cierpienia wielu. Tu hitlerowcy rozstrzeliwali w trakcie wojny swoje ofiary zwożone z Kielc i okolic. Nieopodal wśród drzew znajduje się cmentarz jeńców radzieckich, którzy zostali zamordowani przez Niemców. Cmentarz składa się z dwudziestu dziewięciu kwater i pomnika. Kwatery są symboliczne, bo od 1941 do 1944, gdy tuż obok, na Bukówce istniał obóz dla radzieckich jeńców, zginęło lub zostało zamordowanych około 12 tysięcy osób. Po wojnie w 1946 dokonano w tym lesie egzekucji dziewięciu osób skazanych w procesie pogromu żydowskiego. Warto odwiedzić to miejsce zadumy. Teraz wszystko ukryte jest pod śniegiem, więc zdjęć nie robię.

Brnę przez las.

Jest dobrze, lepiej niż myślałem. Normalnie ta droga jest kamienista i nierówna, ale teraz śnieg staje się moim sprzymierzeńcem. Pierwszy odcinek, kręty i wyślizgany, musiałem pokonywać na jedynce, ale gdy wjechałem głębiej w mniej uczęszczany teren, puszysty śnieg sprawił, że mogłem przyśpieszyć i znów zostawiać za sobą tylko jeden ślad. Jakiś czas później znów czekała mnie walka z materią, nierównościami, wystającymi kamieniami i tak już do końca drogi.

Obraz 027 Obraz 007 Obraz 018

Ponownie przecinam asfalt, mijam „cywilizację” i kieruję się na wschód, aby przeprawić się przez kompleks leśny Stadion-Pierścienica-Biesak-Białogon.

Na terenie Stadionu Leśnego hitlerowcy rozstrzelali w latach 1940 – 1944 kilka tysięcy osób, przywożonych głównie z kieleckiego więzienia. Wśród ofiar byli mieszkańcy Kielc i ziemi kieleckiej. W miejscu, upamiętnionym pomnikiem, pochowano 21 nieznanych ofiar. Na rozstajach waham się, czy nie odwiedzić pomnika upamiętniającego tę zbrodnię. Pomnik autorstwa Bolesława Cetnera odsłonięto w 1960 na zboczu Pierścienicy. Mam do niego około 300 metrów, ale ostatecznie nie skręcam i jadę dalej wytyczoną trasą. Przy pomniku byłem kilka miesięcy temu, a dziś nie chcę tracić krótkiego, zimowego dnia.
Istotne jest to, że korzystam w tym celu tylko z dróg, które są otwarte dla ruchu. Nie chcę ani straszyć zwierząt ani ludzi. Omijam szerokim łukiem rezerwat Biesak-Białogon, który warto obrać za cel pieszej wycieczki. To najmniejszy z kieleckich rezerwatów, ale jeden z najciekawszych. Obejmuje dawny kamieniołom piaskowców kwarcytowych oraz otaczające go obszary leśne. Można tu znaleźć skały wulkaniczne, szczątki fauny, a przede wszystkim anormalne zalegania warstw tektonicznych (kambr na ordowiku). Kamieniołom zalany jest wodą w której, jak twierdzą niektórzy, można okresowo spotkać pstrągi. Jak tłumaczył mi kiedyś znajomy ichtiolog ten, fenomen miałby się brać z silnego podziemnego strumienia, którym to ryby miałyby się przemieszczać na tarło. Osobiście pozwalam sobie pozostawać sceptyczny wobec tych rewelacji.

Obraz 022„Nikt im tam iść nie kazał. Poszli bo tak chcieli, bo takie przykazanie wziął po ojcach wnuk.”
Edward Słoński

Jeden z czterech bloków piaskowca, które „prowadzą” nas  ścieżką do pomnika. Na każdym
z nich wyryto inny patriotyczny cytat.

Znów asfalt

Kończy się jazda terenowa. Wykorzystuję okazję, aby nieco odpocząć, bo mimo krótkiego dystansu, jazda w takich warunkach naprawdę daje w kość. Z każdą kolejną wyprawą będzie lepiej, ale za pierwszym razem nie ma sensu się forsować. Ciuchy i ciągła konieczność balansowania na motocyklu sprawiły, że jest mi optymalnie ciepło i chętnie napiłbym się czegoś letniego lub chłodnego, ale termos niestety trzyma jak należy. Popijam więc gorącą herbatę z widokiem na górę Patrol. Miejscowi nazywają to miejsce Trupieniem lub Trupieńcem. Wedle legendy nazwa pochodzi z czasów potopu szwedzkiego, kiedy to oddział szlachty polskiej, wspomaganej chłopską tuszą, urządził w tym miejscu krwawą zasadzkę na maszerujące w stronę Kielc wojska Karola Gustawa. Kolejna wersja mówi, że zasadzkę zorganizował zbój „Pozner”, a jeszcze inne źródła genezy nazwy doszukują się w roku 1657r., kiedy to Siedmiogrodzianie, pod dowództwem księcia Jerzego II Rakoczego, po obróceniu w ruinę Chęcin, skierowali się w stronę Kielc i w tym właśnie miejscu spotkali się z oddziałami polskimi. W każdej z wersji trupów było tak dużo, że sącząca się krew na rubinowo zabarwiła płynącą u stóp wzgórza rzekę Bobrzę.

We wrześniu 1939 w tym miejscu żołnierze 154 p.p. próbowali powstrzymać niemiecką kolumnę pancerną. Niestety bezskutecznie.
W trakcie okupacji na Trupieniu funkcjonowała ziemianka łącznikowa, której resztki kilkanaście lat temu wraz z grupą przyjaciół staraliśmy się odnaleźć.

Obraz 054

Ruszam na południe, przez Słowik – miejscowość, która przez wiele lat była miejscem wypoczynku kielczan. Przyjeżdżano tam bryczkami i automobilami aby „zażyć przyrody”. Do dziś stoją tu wille, które gościły letników. Następnie Zgórsko. Tu 15 marca 1945 r. lądowała awaryjnie „latająca forteca”, czyli Boeing B-17 zestrzelony nad Kielcami. Maszyna o numerze seryjnym 44-6674, wchodząca w skład 96 dywizjonu 2 Grupy Bombowej 15 Armii Powietrznej, brała udział w nieudanym bombardowaniu podberlińskich magazynów z benzyną, w trakcie którego została poważnie uszkodzona przez ostrzał przeciwlotniczy. Dowódca Phillip Good podjął decyzję o odłączeniu się od grupy i skierowaniu bombowca na południe, w stronę terenów zajętych przez Armię Czerwoną (Kielce zostały zajęte w połowie stycznia). Forteca na dwóch ocalałych silnikach, mimo niekorzystnych warunków pogodowych, dotarła w pobliże Kielc, gdzie została omyłkowo ostrzelana przez radziecką artylerię przeciwlotniczą. Tym razem pozostało już tylko awaryjne lądowanie, w trakcie którego sam samolot uległ dalszym uszkodzeniom, ale na szczęście nikomu z dziesięcioosobowej załogi nic się nie stało. Lotnicy, po krótkim pobycie w Kielcach, zostali przez Lwów odtransportowani do macierzystej jednostki we Włoszech. Przez krótki czas samolot stanowił okoliczną atrakcję, a później został rozszabrowany.

W oddali majaczy zamek w Chęcinach, ale dziś nie on jest moim celem. Skręcam w prawo na drogę, która kończy się parkingiem. Niektórzy uważają, że budynek restauracji Raj, stojący tuż obok, pojawił się w jednym z odcinków znanego serialu „Zmiennicy”. O ile pamiętam chodzi o odcinek, w którym bohaterowie jadą wraz z pewnym reżyserem po „nagrodę” w postaci mercedesa. Zatrzymują się na obiad w restauracji (słynne powiedzenie „proszę mi tu nie antycypować!”). Miała to by być właśnie ta sama restauracja… ile w tym prawdy? Oceńcie sami.

Tu na parkingu powinienem zostawić motocykl i w dalszą drogę udać się pieszo, ale jest już „po sezonie”, parkingowego brak, więc nikt nie przypilnuje pojazdu. Wykorzystuję więc sytuację i jadę aż pod samo wejście.

Obraz 061pano copy

Jaskinia Raj

Pierwsza współczesna wizyta w jaskini miała miejsce w 1963 roku. Wtedy to, podczas wydobywania kamienia do celów budowlanych na zboczu wzgórza Malik, poprzez szczelinę do środka dostali się kilkunastoletni chłopcy z pobliskiej Sitkówki. Niestety, dokonując szeregu zniszczeń form naciekowych.

Dopiero rok 1964 możemy przyjąć, jako oficjalne odkrycie. Wtedy to czterech uczniów Krakowskiego Techniku Geologicznego (Bohdan Bałdun, Zbigniew Bochajewski, Włodzimierz Łucki i Wojciech Pucek) podczas letniej praktyki terenowej przedostali się do wnętrza jaskini i zachwyceni jej pięknem nazwali Rajem. W tym samym roku sporządzili jej dokumentację.

Obraz15 240

Początkowo istnienie obiektu utrzymywane było w tajemnicy, a wejście maskowane. Rok później nastąpił (jak byśmy to obecnie nazwali) przeciek do prasy. Pierwszy był „Przegląd Geologiczny”, w którego 3 numerze  ukazał się artykuł Mirosławy Boczarowej pt. „Odkrycie nowej jaskini w Górach Świętokrzyskich”. Gorsze jednak było to, że jakiś idiota w kieleckiej gazecie zamieścił informację o dokładnej lokalizacji jaskini (!!!). W efekcie jaskinia została „najechana przez stonkę” w postaci spragnionych wrażeń „odkrywców”, którzy dokonali dalszych zniszczeń. Zanim ludzie ze Świętokrzyskiego oddziału Instytutu Geologicznego zdążyli zabezpieczyć wejście solidną kratą jaskinia została dość mocno zdewastowana.

Obraz15 219

W 1966 Geolodzy postanowili jednak udostępnić jaskinię zwiedzającym. Przeprowadzono wiele prac górniczych, aby zabezpieczyć i udostępnić jaskinię dla turystów. W 1967 jaskinia została objęta oficjalną ochroną, a rok później jej najbliższa okolica została wpisana do rejestru jako rezerwat przyrody (warto o tym pamiętać!). Prace badawcze i budowlane zakończyły się w 1972 roku, a 10 maja nastąpiło uroczyste otwarcie dla turystów. Zwiedzanie jaskini odbywa się pod czujnym okiem przewodnika, wedle surowo przestrzeganego regulaminu i tylko w obrębie wytyczonych ścieżek.

Obraz15 232

   Zwiedzanie jaskini trwa około 45 minut. W okresie cieplejszym warto pamiętać o dobrym ubraniu ponieważ wewnątrz panuje stała temperatura +9 stopni Celsjusza i wilgotność powietrza 95%.

PROSZĘ PAMIĘTAĆ, ŻE W JASKINI OBOWIĄZUJE CAŁKOWITY I RESTRYKCYJNIE PRZESTRZEGANY ZAKAZ ROBIENIA ZDJĘĆ.

W tym miejscu muszę wyjaśnić, skąd zdjęcia do artykułu. Otóż pracuję w firmie, która zajmuje się m.in. przygotowywaniem materiałów reklamowych i jakiś czas temu miałem przyjemność zrobić sesję zdjęciową na potrzeby publikacji promujących atrakcje turystyczne, a w tym właśnie Jaskinię Raj. Uprzejmie proszę o nie kopiowanie zamieszczonych zdjęć, gdyż są chronione prawem.

Obraz15 182 Obraz15 175    Jaskinia Raj jest typową jaskinią krasową rozwiniętą w wapieniach. Choć niewielka, wyróżnia się wśród polskich jaskiń bogatą i dobrze zachowaną szatą naciekową. Należy do nielicznych w kraju jaskiń oświetlonych elektrycznie (oświetlenie światłowodowe) i udostępnionych do zwiedzania pod opieką przewodnika.

    Korytarze jaskini wytworzone zostały w wapieniach środkowego dewonu, które ok. 360 milionów lat temu powstały na dnie płytkiego morza. Rozwój jaskini zachodził w kilku etapach, głównie pod koniec trzeciorzędu i w czwartorzędzie. Zamieszkiwana była przez neandertalczyków.

Obraz15 130 Obraz15 115 copy Obraz15 088 Opis trasy:
Długość trasy turystycznej wynosi 180 metrów i rozpoczyna się w pawilonie, gdzie zorganizowana jest wystawa muzealna wprowadzająca turystów w tematykę krasu.

Można zobaczyć tu znalezione w namulisku krzemienne narzędzia pracy człowieka neandertalskiego, zamieszkującego jaskinię ok. 50.000 lat temu, a także szczątki prehistorycznych zwierząt – mamuta, nosorożca włochatego, niedźwiedzia jaskiniowego – będących obiektem polowań i szukających w jaskini schronienia. W muzeum odtworzone zostało obozowisko rodziny neandertalskiej z trzema naturalnej wielkości postaciami.

Z pawilonu, do wnętrza jaskini prowadzi sztuczna sztolnia o długości 21 metrów. Pełni ona rolę śluzy zabezpieczającej mikroklimat jaskini. Tuż za nią znajduje się obszerna Komora Wstępna łącząca trzy ciągi korytarzy jaskini. W górnej części komory usytuowany był otwór, którym odkrywcy dostali się do jaskini. Kolejna – Komora Złomisk – jest największą salą w jaskini. Widać tu ogromne głazy, które oderwały się od stropu, a później zostały pokryte naciekami. Na uwagę zasługuje kolumna naciekowa o nazwie Harfa, prześwitująca po podświetleniu.

Następnie 40 metrowy, sztuczny tunel rozszerza się i przechodzi do Sali Kolumnowej, w której znajdują się pełne uroku kolumny naciekowe i stalaktyty, w ścianach liczne skamieniałości koralowców, zaś dno pokrywają jeziorka, misy martwicowe i pola ryżowe.

Wielką rzadkością są pizoidy, czyli luźne nacieki w kształcie kulek, zwane perłami jaskiniowymi. Przerzucony nad niewielkim jeziorkiem mostek prowadzi do Sali Stalaktytowej. Występują tu setki stalaktytów w rożnych stadiach rozwoju. Ich liczba sięga ponad 200 szt./m2.

Na spągu występują stalagmity oraz nacieki zespolone, tworzące ciekawe formy, np. kolumnę naciekową zwaną „Pagodą”. Kolejnym fragmentem jaskini jest Sala Wysoka ze stropem – 8 m ponad poziomem chodnika. Przechodząc dalej ponownie trafiamy do Komory Wstępnej, zamykając pętlę trasy turystycznej.

Obraz15 074 Obraz15 059Na powyższym zdjęciu hit wśród turystów. Nie da się nie uśmiechnąć na widok tego kamiennego tworu. Podobno najwięcej czasu spędzają przy nim goście z Azji… ciekawe dlaczego…

Obraz15 058 Obraz15 029 Obraz15 026Jaskinia Raj w liczbach
Długość naturalnych korytarzy jaskini: 240m
Długość sztucznego chodnika: 40m
Długość trasy turystycznej we wnętrzu jaskini: 180m
Temperatura we wnętrzu jaskini: 8-10 °C
Wilgotność: powyżej 95% Obraz15 019 Obraz15 006    Polecam uważne zwiedzenie ekspozycji muzealnej. Poza znaleziskami archeologicznymi w postaci kości zwierząt upolowanych przez neandertalczyków, którzy zamieszkiwali jaskinię i narzędziami, jakich do tego celu używali, polecam waszej uwadze cienkie krzemienne noże i pięściaki. Na uwagę zasługuje fakt, że do tej pory nawet wybitni specjaliści w zakresie obróbki krzemienia nie są w  stanie ich odtworzyć w takiej formie. Technologia obróbki, jaką stosowali nasi przodkowie, odeszła wraz z nimi. Z muzeum bezpośrednio wchodzimy do Raju.

Jak już pisałem we wstępie: żadne słowa ani zdjęcia nie oddadzą bajkowego piękna jaskini. Matka Natura rzeźbiła ją przez 100 tysięcy lat z prędkością 1 mm rocznie. Tu naprawdę wystarczy nawet odrobina wyobraźni, aby baśniowy krajobraz zachwycił nasze zmysły. Zapraszam Was do Raju.

Autor: Jacek Łukawski

Materiał pojawił się w kwartalniku „Swoimi Drogami”

Obraz 039 Obraz 044 Obraz 079x

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>