Rytuał

shadow

Przypominam sobie wszystkie wypadki, o jakich ostatnio czytałem. W myślach przywołuję zdjęcia rozbitych motocykli, części porozrzucanych na asfalcie, porysowane kaski, plamy oleju i benzyny. Uszkodzone uderzeniem samochody, ślady opon na zakręcie, policyjne taśmy, gapiów i ciszę, jaka towarzyszy niemym zdjęciom i lakonicznym informacjom. Kim byli ci ludzie? Ile mieli lat, kogo zostawili? Czemu zginęli? Jechali zbyt szybko, zbyt brawurowo, ktoś wymusił pierwszeństwo, ktoś nie zauważył w lusterku i zajechał drogę, zakręt okazał się zbyt ostry, zabrakło umiejętności. Co pozostało? Nic… Każde z nich wsiadło tego dnia na motocykl tak, jak robiło to wiele razy. Przelot po mieście, dłuższa wycieczka, powroty… bez reguł, bez ostrzeżenia, po prostu – koniec. Wyobrażam sobie każdy z tych przypadków, jak na zwolnionym filmie, wyobraźnia tworzy miraże zdarzeń tak namacalnie, że słyszę wręcz dźwięk uderzeń, skrzyp stali o asfalt, zamierający ryk silnika… Mdły strach wypełza z żołądka i chwyta za krtań. W czym jestem lepszy od nich? Mam takie samo ciało, tak samo kruche i nietrwałe, którego ochraniacze nie uchronią przed wszystkim… Cóż z tego, że kask na głowie? Że skóra, protektory? Na każde z tych zabezpieczeń znajdzie się prawo fizyki, które je pokona… Wbrew reklamowym sloganom, wcale dużo nie potrzeba, by w jednej chwili stać się przedmiotem, pustą skorupą nieodwracalnie wyrwaną z rzeczywistości. W jednej chwili pędzisz przed siebie pełen wiary w to, że doświadczasz istoty wolności, nieposkromionej siły, która napędza całe twoje jestestwo, przejmując rolę serca, pompuje do żył adrenalinę, radość, ekscytację, poczucie spełnienia… jesteś ty, twój motocykl i droga, wszyscy inni są tylko tłem… albo, tak sobie to tylko tłumaczę, bo sam nie rozumiem – zdaje ci się, że jesteś wyjątkowy, zespolony z potężną maszyną, której moc w pełni kontrolujesz, odkręcasz gaz, adrenalina wali w mózg, jak gdyby w twoich żyłach płynęła królewska krew. Wiesz, że jesteś dobry, że masz kontrolę, że… nikt nie wyjedzie z podporządkowanej? Czemu? Bo masz pierwszeństwo?

Kolejny dzień i te same myśli od rana. Jak jad sączą się w głowie kołowrotem obrazów, myśli, obaw. Gdy zdają się słabnąć, rozbudzam je kolejnymi bodźcami. Wyobrażam sobie swój motocykl leżący na asfalcie, wbity w samochód, czuję prawie paniczny strach. Nie jechać?

Żegnam się z żoną, bo przyjaciele już czekają. Za chwilę przywitam się z nimi kryjąc wewnętrzny krzyk niepokoju, a na razie z uśmiechem obiecuję, że będę ostrożny, jak zawsze.

Ruszam w drogę, z każdym kilometrem powoli wracając do równowagi. Strach, rozbudzony uprzednio do granic możliwości, teraz kurczy się, lecz nie zanika. Pozostanie cały czas ze mną krzycząc, gdy na drodze dostrzeże podejrzany samochód, nieznany zakręt, plamę na jezdni. Będzie mnie zmuszał by rozglądać się wokoło, patrzeć w lusterka, starać się przewidywać z wyprzedzeniem, a przede wszystkim zwolnić, nie ryzykować, żyć. Strach jest odporny na presję grupy, sprawdzanie granic możliwości, zbędne ryzyko, zadumę czy monotonię uciekających kilometrów. Jego jedynym celem jest to, byśmy cało wrócili do domu, do rodziny i bliskich… Różnie może być, czasem nic nas nie uchroni przed tym, co pisane, ale strach sprawia, że nie dołożymy do tego własnej ręki.

Boję się, za każdym razem, gdy wsiadam na motocykl. Wtedy tylko mogę jechać i, paradoksalnie, czerpać prawdziwą przyjemność z jazdy. Dziwne? Nie dla mnie. Mając wewnętrzny strach, pielęgnowany i wyćwiczony, na drodze boję się tylko tych jej użytkowników, którzy takiego strachu nie mają.

Jeśli wierzymy, że jazda motocyklem jest w jakiś sposób romantyczna, to musimy zrozumieć, że śmierć na drodze staje się jej zaprzeczeniem.

Pomyślcie, proszę, o tym.

 

Autor: Jacek Łukawski

Tekst publikowany był w kwartalniku „Swoimi Drogami”

1 Komentarz

  1. Michał

    strach… to tylko część rytuału. Ważna reszta , która spaja z drogą to obejrzenie motocykla, zapięcie kasku, założenie rękawic, odpalenie moto i wsłuchanie się w niego…, na spokojnie, bo dalej jest tak jak piszesz. Pozdrawiam. Michał. P.S. czytałeś może książkę „Zen i sztuka obsługi motocykla”? Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>