Red Baron – wywiad z twórcą

dsc_9574

Pamiętam ten wywiad bardzo dobrze. Materiał nagraliśmy podczas trzydniowej imprezy motocyklowej w okolicach Krakowa. Nie dość, że był to mój „pierwszy raz” to w dodatku miałem potwornego kaca za co, co chwila, przepraszałem Krzysztofa. Na szczęście okazał się wyrozumiały i materiał nagraliśmy.

Red Baron -Rewers Trike Krzysztofa Bandosza

 

Krzysztofie, stworzyłeś coś wyjątkowego. Nie chodzi mi o to, że to odwrócona trajka (ten styl dopiero od pewnego czasu zrobił się popularny), tylko o to, że ona jest wyjątkowa pod względem samego założenia. Wszyscy konstruując trajki idą w stronę mocy, starają się, żeby silnik był jak największy. Dawniej robiło się na maluchu, garbusie, a teraz najlepiej, aby była to ciężka maszyna z V8. Tymczasem Ty odwróciłeś proporcje i zrobiłeś lekką, czemu?

Pomysł był taki, aby zbudować traję odwrotną, tak zwanego rewersa. Właściwie to razem z kumplem chcieliśmy sprawdzić jak taki układ się zachowuje, jak to działa. Po prostu z ciekawości i dla zabawy zdecydowaliśmy się taki układ zmontować. W trakcie tej zabawy zaczęło nam się, to co powstawało, coraz bardziej podobać, więc zaczęliśmy określać jej kształt, wygląd i to jak docelowo ma ta maszyna wyglądać.
W pierwszym etapie była surowa, czyli szkielet zro­biony najtańszym kosztem: zwykły profil 20×20, jakaś najzwyklejsza rurka, to co było pod ręką, pospawane amatorsko – przy okazji uczyłem się spawać. Całość kosztowała kilkaset złotych.

Pamiętam filmiki, jakie zamieszczałeś na jednym z portali dokumentując pierwsze jazdy. Była to wte­dy sama rama – test jak to się porusza i po pewnym czasie nagle pojawia się ten pojazd, który widziany po raz pierwszy po prostu szokuje. Co było dawcą głównych podzespołów?

To jest pocięty jeden motocykl, ruski Woschod, dwusów, sto siedemdziesiąt pięć. Są w nim elementy z tego motocykla, ale nie zawsze w tych miejscach, w których występowały fabrycznie. Czyli na przykład jakaś wygięta rurka pasowała gdzie indziej, więc została tam przyspawana. Koła przednie są od Jawy, bo akurat takimi dysponowałem. Tył jest z Woschoda, tak samo jak silnik. Łańcuch oczywiście został przedłużony. Reszta została dopasowana z tego, co wpadło w ręce. Tak powstała pierwsza wersja maszyny. Jakiś czas później wpadłem na pomysł Red Barona – to był pełen spontan. W ciągu jednego dnia zmieniłem całkowicie wygląd, czyli trochę blachy, czerwona farba i barwy z fokkera Czerwonego Barona.

Czyli stworzyłeś coś z niczego, bez planu, bez koncepcji. Można powiedzieć, że był to czysty żywioł twórczy. Czy ona w ogóle jest zarejestrowana?

Żywioł, bo tak naprawdę nie chciałem inwestować w tę maszynę. Do końca nie byłem przekonany czy to w ogóle się uda i czy będzie jeździło i czy jestem w stanie to zrobić.
Jeśli chodzi o rejestrację, to nie jest zarejestrowana i nie będzie, bo nie ma takiej możliwości. Nie była w ogóle przewidziana do rejestracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fakt, rzeczoznawca pewnie nie wiedziałby nawet z której strony do niej podejść. Trajka nie będzie rejestrowana, ale jeździ… pytanie brzmi jak się spisuje na drodze?

Może powiem jak to było od początku. Trochę się bawiłem z geometrią. Bardzo dużo czytałem o tym jak wygląda geometria przedniego zawieszenia w samochodach, musiałem przyswoić sobie i zrozumieć pojęcia, które wcześniej były dla mnie zupełnie obce, aby móc je zastosować w praktyce. Postanowiłem, że będzie jeździć dobrze. I rzeczywiście okazało się, że wszystko pracuje jak należy. Na początku nie ufałem własnym spawom więc starałem się jeździć bardzo ostrożnie. Do tego stopnia, że zawracałem po prostu przepychając maszynę. Z czasem jednak zacząłem czuć się coraz pewniej, a dziś do zawracania wykorzystuję uślizg tylnego koła. Sama specyfika jazdy jest zupełnie inna i w tej konstrukcji niektóre jej minusy można wykorzystać jako plusy. Na przykład uślizgujący się tył jest pomocny przy pokonywaniu zakrętów, zawracaniu czy kręceniu bączków.

A w normalnej jeździe, jak oceniasz, czy prowadzi się lepiej od zwykłej trajki?

Pewność kierowania jest o wiele większa. Dwa koła skrętne z przodu nigdy nie tracą przyczepności. Jak ustawisz przednie koła, tak pojedziesz. Tył się może uślizgnąć, uciec gdzieś na bok, ale tor jazdy kontro­lujesz przez cały czas. Dla odmiany mam traję konwencjonalną z jednym kołem z przodu i bardzo wyraźnie widzę tę różnicę. Podstawowa wada traj­ki z jednym kołem i z silnikem z tyłu jest taka, że często podczas ruszania, szczególnie gdy chcemy ru­szyć szyb­ciej, można nie zmieścić się w zakręcie. Na przykład na rondzie dajesz gaz, skręcasz, a traja jedzie prosto. Różnie to bywa. Przy Baronie tego problemu nie ma.

Kiedy ją zbudowałeś?

Około roku 2008.

Czy od tamtego czasu robiłeś jakieś poprawki, remonty, naprawy… coś popękało?

Podczas pierwszej jazdy objawił się błąd mocowa­nia kierownicy i straciliśmy sterowność, co zostało poprawione za pomocą spawarki. Na początku nie przewidziałem, że przy tej długości łańcuch będzie się bardzo szybko rozciągał więc musiałem założyć napinacz i prowadzenie łańcucha, bo podskakiwał zagrażając klejnotom kierującego. W zasadzie to wszystkie poprawki.
Z usterek mechanicznych wykończyłem silnik. Jakiś czas później Koledzy Trajkersi podarowali mi nowy, tym razem z WSK, więc charakterystyka została bez zmian.

Nie myślałeś, aby założyć coś większego?

W wypadku tej maszyny pojemność 175 to aż nadto i tylne koło nie jest w stanie przenieść takiej mocy, więc założenie mocniejszego silnika po prostu nie miałoby sensu.

Sprawdzałeś w jakiś sposób osiągi, prędkość maksymalną?

Prędkość maksymalna jaką osiągnąłem na tym sprzęcie to siedemdziesiąt na godzinę. W zasadzie maszyna poszłaby dalej, ale nie zdobyłem się na tyle odwagi. Odczucie prędkości jest zupełnie inne. Sie­dzisz nisko, wszystko jest malutkie i delikatne, a przy tej masie zaczyna zdrowo podskakiwać przy wyższej prędkości.

dsc_9585

W dodatku chyba brak resorowania, bo nie widzę tu żadnych amortyzatorów?

Zamontowane są tylko gumowe tłumiki drgań w posta­ci poduszek gumowych w miejscu, gdzie powinien być amortyzator.

No proszę! Czyli „z niczego” wyszła całkiem przemyślana konstrukcja, która mimo upływu lat wciąż sprawia przyjemność i bawi… No właśnie, powiedz mi, jak reagują ludzie widząc Red Barona po raz pierwszy? Na zlot, na który przyjechała masa ludzi na motocyklach za kilkadziesiąt tysięcy, kolejne kilkanaście władowane w dodatki i na taki zlot, do parku maszyn nagle wjeżdżasz Ty na Baronie za kilkaset złotych. Co się wtedy dzieje?

Na początku nie przyszło mi nawet do głowy, aby zabierać go na zloty. Kiedyś jednak jeden z organizatorów zlotu przekonał mnie do tego. Pojechałem i muszę przyznać, że byłem bardzo zaskoczony, bo okazało się, że Baron przyciągał o wiele więcej osób niż sprzęty, po których naprawdę było widać, że ich właściciele włożyli w nie masę pracy, pieniędzy i czasu. W pierwszej chwili to był szok. Ludzie reagują śmiechem, pozytywnym oczywiście i to nie tylko motocykliści, ale nawet zwykli ludzie nie mający z motocyklami nic wspólnego. Baron ich po prostu bawi, cieszy i najwyraźniej przyciąga. W sumie po to powstał, aby ludzi bawić.

Czyli wychodzi na to, że takim „czymś” można przy­ćmić kogoś, kto się wysilił i włożył masę kasy w jakiś drogi motocykl, aby przyciągnąć uwagę innych (bo nie oszukujmy się – najczęściej o to właśnie chodzi). Jeśli przerabiamy motocykl, to najczęściej chcemy, aby on się podobał. Przykład Barona uważam za bardzo pozytywny, bo udowadnia, że pieniądze nie są najważniejsze, że liczy się po prostu pomysł.
No tak. Do zbudowania Barona nie były potrzebne jakieś specjalne maszyny, czy urządzenia, obeszło się bez kosmicznych technologii, cięcia laserem, wymyślnego frezowania czy chromowania. Okazało się to niepotrzebne.

dsc_9564 dsc_9576

Podsumujmy więc. Do budowy Barona posłużyły: jeden przechodzony i dziwny motocykl jako dawca…

Tak. Do tego dokupiłem profil, używane koła od jawy i chyba farbę. Reszta pochodziła ze złomu i zakamarków garażu – wykorzystałem różne elementy, które były pod ręką.

Wcześniej mi już mówiłeś, że obudowanie szkie­letu zajęło ci tylko jeden dzień, ale gdybyś chciał podsumować całość prac: jak długo trwały?

Sądzę, że był to miesiąc do półtora miesiąca pracy we dwóch. Oczywiście pracowaliśmy popołudniami tylko.

Czyli gdyby ktoś planował pójść w Twoje ślady, to przykładając się i poświęcając cały dzień zajęłoby to…
Mając wszystkie części? Około tygodnia. Oczywiście druga taka sama nie powstałaby, bo chyba nie ma takiej możliwości, aby drugi raz w ręce wpadły ta­kie same elementy, ale tak, podobną maszynę można stworzyć w tydzień lub dwa.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!
Dziękuję.

 

Materiał pojawił się w kwartalniku „Swoimi Drogami”

 

DSCF1675 OLYMPUS DIGITAL CAMERA dsc_9585 dsc_9581 dsc_9402

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>