Cyklop Wojtka

Obraz 462

Bobber inny niż wszystkie… Wywiad z Wojtkiem Spyrą.

Obraz 575

– Zacznijmy od początku, powiedz coś o sobie, kim jesteś, co robisz na co dzień.
– Co robię na co dzień… a to uważasz za ważne?
– No wiesz, ważniejsze od motocykla, bo to ludzie je budują i na nich jeżdżą, to są tylko przedmioty i ludzie zawsze będą ważniejsi.
– Tak, w tym sensie tak (śmiech). Kim jestem i co robię na co dzień? Ostatnio cały czas zabierał mi ten motocykl. Całymi dniami i nocami przez kilka miesięcy. Jeśli pytasz co robię poza tym to powiem, że to jest moje główne zajęcie.

– Kim jesteś w wykształcenia?
– Z wykształcenia jestem technikiem spawaczem. Mimo że nigdy nie pracowałem w zawodzie, wykorzystuję tę wiedzę w swoim garażu, bo lubię to robić. Dotychczas rzadko zarobkowo, a bardziej hobbystycznie, dla siebie. Zawsze zresztą miałem z tym styczność, bo mój ojciec to taka złota rączka, więc od dziecka widziałem, jak się to robi i stąd pewnie się wzięło u mnie takie zamiłowanie do „garażowania”.

– Pytam, bo zmierzam do tego, aby ustalić twoje przygotowanie do budowy tego motocykla.
– Tak, z wykształcenia więc jestem spawaczem, a z mechaniką też zawsze jakąś styczność miałem, bo, odkąd pamiętam, lubiłem podłubać przy motocyklu lub samochodzie, wyjąć silnik, rozłożyć na kawałki i zawsze udawało mi się go z powrotem poskładać tak, aby działał dalej, a nawet lepiej niż przed tą operacją. Lubiłem też czasami coś pociąć i pospawać… Można więc powiedzieć, że teorię miałem, a praktykę zdobyłem, bo lubiłem takie rzeczy robić.

– Od czego zaczęła się twoja przygoda motocyklowa?
– To było dawno temu. Pierwsza była motorynka. Jak każdy dzieciak kiedyś tam… choć może nie każdy, bo jeden chciał mieć rower, a inny motorynkę. Ja chciałem motorynkę, na którą się uparłem… tak nawiasem mówiąc kupowaną tutaj, dwa kroki stąd (miejsce nagrywania wywiadu – przyp. red.) w tym Polmozbycie. Do dziś pamiętam faceta, który próbował wcisnąć tę motorynkę po niższej cenie, bo nie działało w niej sprzęgło i odpychał się nogami, aby tylko się sprzedała. Pamiętam, że opuścił cenę o pięć tysięcy. Kosztowała czterdzieści siedem, a on sprzedał nam za czterdzieści dwa. Tyle akurat miałem pieniędzy po komunii (śmiech).

– Który to był rok?
– To był 1986, a ja miałem osiem lat.

– Ja sześć. Pamiętam ten Polmozbyt, bo zawsze gdy znajdowałem się w pobliżu, już po chwili trzeba mnie było odlepiać od szyby, przez którą oglądałem motorynki. Chciałem, ale mi nie wyszło wtedy (śmiech). Długo nią jeździłeś?

– Kilka wakacji spędziłem na tej motorynie. To tak śmiesznie, bo garaż mam gdzie indziej, gdzie indziej mieszkam, więc mogłem na niej jeździć tylko latem w wakacje. Oczywiście jak się ma osiem lat to nie da się iść, otworzyć garaż swoimi kluczami i wyjechać na ulicę. Od tego się zaczęło, a w międzyczasie stały zawsze jakieś motocykle, bo mój ojciec jeździł. Jakieś Junaki, Awo, Simsony, BMW R35 się przewinęło, pamiętam, jakaś Emka… co tam jeszcze… jakieś Mz Trophy, kilka Wuesek, Pannonia… ciężko policzyć. Zdarzało mi się na nich czasem gdzieś jechać czy w koszu, czy na tylnym siedzeniu, jak byłem mały. W pewnym momencie sam usiadłem za kierownicą, ale tak naprawdę nie pamiętam, co to był za motocykl, kiedy i gdzie. Miałem wtedy z czternaście… nie, z dwanaście lat, jak mi się udało na jakąś jazdę próbną po okolicy wyrwać. Nie dostawałem do ziemi nogami, więc możesz sobie wyobrazić, jak to mogło wyglądać. Tak to się zaczynało.

Obraz 794
– Pierwszy twój motocykl – co to było?
– Mój? Nie licząc tych motocykli, które stały i jeździli nimi mój ojciec i brat, moim pierwszym własnym motocyklem był Ural 650. To dzięki bratu, bo on kupił tego Urala w skrzynkach na jakiejś wsi i zamierzał go odrestaurować. Po trzech latach w końcu ja się za niego wziąłem, bo bratu się odechciało. Miałem wtedy około szesnaście lat i pamiętam, że całe lato spędziłem na czyszczeniu, malowaniu i składaniu. Wtedy jeszcze z pomocą ojca. To był pierwszy mój własny motocykl, którym jeździłem i który wyremontowałem. Czułem wtedy zwyżkę mocy (śmiech). Ciężki motocykl, ale bardzo dobrze go wspominam…

– Opowiedz o kolejnych, dojdźmy do dnia dzisiejszego.
– Uralem jeździłem kilka sezonów, a później… ? Mam problem z umiejscowieniem w czasie wydarzeń i dat (śmiech), ale potem chyba był już japoński motocykl, GSX 750, prawdopodobnie z osiemdziesiątego szóstego. Poważna maszyna, na której znów czułem przeskok mocy. I na tym praktycznie na jakiś czas zakończyłem przygodę, bo potem musiałem wyjechać do pracy… tzn. nie musiałem, ale tak sobie wymyśliłem, więc sprzedałem motocykl i pojechałem za granicę na jakieś pięć lat. Po tym czasie kupiłem SV1000, którą jeździłem dwa sezony. Sprzedałem ją, a rok temu kupiłem to Virago, przy którym wymyśliłem, że najwięcej podłubię. Przy poprzednich motocyklach zawsze coś tam robiłem, wymieniałem pod siebie, żeby wyglądało trochę inaczej. A to przód mi się nie podobał i zamieniałem na inny, a to coś trzeba było uciąć lub zamontować w inny sposób, poprawić po Japończykach (śmiech). Nigdy nie miałem z tym problemu, nie bałem się. W przerwach, gdy nie zajmowałem się motocyklami, przewijały się inne pojazdy, np. Mini Morris. To był mój pierwszy samochód. Był żółty z czarnymi pasami na przedniej masce. Facet go sprowadził zza morza i długo u niego stał nieprzerejestrowany. Trułem go kawał czasu, aż w końcu sprzedał. To było fajne autko i miałem go dość długo, ale to abstrahując od tematu.

– Ok. Miałeś esfałkę, sprzedałeś i kupiłeś Virago.
– Dokładnie półtora roku temu w marcu. Jeszcze jeżdżąc esfałką, już zacząłem myśleć, że może bym coś przerobił… jakiś caferacer może, może w scramblera iść… nie byłem jeszcze pewien, ale wiedziałem, że muszę coś „pokombinować”. Zawsze bardzo podobał mi się masywny motor w Virago… SV to tak z przypadku miałem, bo chyba nigdy nie byłem „za” takimi motocyklami sportowymi, obudowanymi. No, esfałka jeszcze nie była taka do końca i ten dźwięk… ale już wiedziałem, że muszę „coś swojego zrobić”. Jeszcze jak ją miałem, to znalazłem to Virago. Wtedy pracowałem w Anglii i przyjechałem na urlop tylko po to, aby je odebrać. Potargowałem i zabrałem… tak trochę biorąc „kota w worku”, bo silnik nie palił na jeden cylinder, ale stwierdziłem, że zaryzykuję. Opłaciło się (śmiech). Od marca do września stał w garażu nieruszany i czekał na swoją kolej. W międzyczasie kompletowałem części i tak się zaczęło… Od września zacząłem spędzać noce w garażu (śmiech)

– Miałeś konkretną wizję?
– Wizja była, choć nie trzymałem się jej do końca. Ogólnie motocykl miał być ciężki z wyglądu, nie realnie, bo w trakcie prac zdjąłem z niego jakieś czterdzieści kilo zbędnych elementów – wydaje mi się, że to dosyć dobra dieta (śmiech). Wiesz, nie jestem człowiekiem, który się sztywno trzyma wizji. Po drodze lubię wymyślać coś nowego, a i czasem okazywało się, że coś nie działa lub nie wygląda tak, jak miało, więc to zmieniałem. Ogólnie miało być ciężko z przodu, lekko z tyłu. Na początku jeszcze nie sprecyzowałem, że ma to być monowahacz, myślałem o oryginale. No, ale gdy już zacząłem rozbierać, to pomyślałem, że pójdę krok dalej. Mimo to starałem się nie ingerować za bardzo w ramę, aby dało się wszystko „odkręcić”. Na pewno się to nie stanie i na pewno nie u mnie w garażu (śmiech), ale można teoretycznie.

– Patrząc na ten motocykl widzę, że oryginalny jest silnik i…
– Kawałek ramy.

– To z tym powrotem do oryginału chyba nie jest tak łatwo?
– No zabrałoby to trochę czasu (śmiech).

– Jak kupisz oryginał i przełożysz silnik chyba (śmiech).
– No dobra, nie byłoby to takie proste. W główkę też ingerowałem, aby dopasować przód od TLa. Musiałem ją trochę skrócić i podpiłować. Oczywiście łożyska są inne niż w oryginale.

– Czemu akurat ten, a nie oryginał?
– Oryginał był cienki i chudy, co nie pasowało do mojej wizji. Od TLa są grube rury, odwrócony teleskop, który o wiele bardziej mi się podoba i lepiej pasuje wizualnie i do silnika, i do wahacza. Wahacz na początku miał być malowany, ale potem postanowiłem poświęcić mu trochę więcej pracy. Zeskrobałem go i wypolerowałem, dzięki czemu o wiele lepiej się prezentuje. Wracając do zawieszenia przedniego to, poza aspektem wizualnym, motocykl również super się prowadzi. Jest zwinniejszy, a w dodatku zawieszenie można regulować i dostosować do swoich potrzeb.
Motocykl miał być „retro”. Chciałem, aby siadając na nim człowiek poczuł się tak, jakby siadał na maszynie sprzed lat. W pewnym momencie tak jakoś wyszło, gdy zastosowałem miedziane rurki.

Obraz 553

– Rurki miedziane, wykończenia, lampy w obudowie stylizowanej na starą z zamknięciem…
– Jak ukradzionym babci od weków (śmiech), ale uważam, że pasuje do całości. Tak właśnie chciałem od początku, aby był taki postarzany. Dlatego też zrobiłem skórzane manetki i siodło. Skóra użyta do nich jest chyba najstarszym elementem motocykla. Leżała wiele lat wysuszona w garażu. Gdy miałem swoją pierwszą motorynkę, to ona już leżała zakurzona. Wymagała kilku dni ożywiania i pielęgnacji i wyszła tak, że jestem zadowolony. Wygląda na starą i pasuje do reszty motocykla. Efektu dopełniają odwrócone klamki i materiały, jakich już się nie stosuje, mam na myśli wykończenia mosiężne i miedziane.

– Opowiedz mi o wskaźniku poziomu paliwa.
– Aaa. Wskaźnik… Zrobiony jest bardziej dla wyglądu niż działania. No ale to nie mój wymysł, bo był stosowany od dawna w mniej lub bardziej podobnej formie. Myślę, że teraz dużo osób wraca do takich rozwiązań. Może nie w takim zestawieniu, że tyle na raz, ale coraz częściej widuję takie ciekawe elementy w różnych przerabianych motocyklach. Kiedyś spodobał mi się ten patent na wskaźnik i teraz, mając okazję, zastosowałem go. Co prawda raczej nie korzystam z niego, ale myślę, że to fajny gadżet. To jeden z niewielu pomysłów, który miałem od samego początku.

Obraz 487

– Przez to, że zasłoniłeś go dodatkowo osłoną, to przyznam, że oglądając zdjęcia, zastanawiałem się, co to jest i na początku myślałem, że to tylko ozdoba na baku. Z drugiej strony masz na przykład miedziane elementy. Pamiętam, że gdzieś na forum ktoś kręcił na to nosem.
– Tak, dokładnie tak. Pisał, że wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te elementy.

– No ale na żywo – przyznam szczerze – że to bardzo dobrze się komponuje z motocyklem.
– Na początku widziałem, że ludzie podchodzili do tego z rezerwą i to nie tylko na jednym forum, bo „chwaliłem” się postępem prac na kilku. Gdy wrzuciłem zdjęcia zbiornika przed malowaniem, ale już z tymi elementami i emblematem 75, to ludzie zaczęli załamywać ręce, że wszystko „fajnie i pięknie”, gdyby nie ten zbiornik. Kiedy później wrzuciłem zdjęcia ze zbiornikiem już pomalowanym, to wiele osób potrafiło się przyznać, że jednak pasuje.

Obraz 451 copy

– Czemu 75?
– Od 750, czyli pojemności silnika. W sumie proste, ale zawsze ktoś może zapytać (śmiech).
Wzór samych cyferek też się na początku nie podobał ludziom, ale to też jeden z elementów, który tak miał wyglądać od samego początku. Od pierwszych szkiców, jakie zrobiłem. Czasem też tak się zdarzało, że cały dzień zamiast pracować to rysowałem, co i gdzie przyczepić czy dołożyć. Kombinowałem, gdzie je umieścić i szkicowałem w różnych miejscach. W końcu trafiły na bak. Generalnie dość dużo rysowałem, szukając rozwiązań. Nie potrafię zrobić jednego projektu i się go trzymać. Co chwila improwizowałem, zmieniając i sprawdzając różne pomysły na papierze, a potem część z nich przenosiłem na motocykl lub nie (śmiech). Wiesz, jak to jest, na rysunku coś wygląda dobrze, a potem brałem kawałek metalu i okazywało się, że nie do końca pasuje…

– Podnóżki, przełączniki, dźwignia zmiany biegów – wszystko dorabiałeś?
– Tak. Nie robiłem tego co prawda osobiście, bo nie mam maszyn w garażu. Dysponuję tylko podstawowym zestawem w postaci szlifierki, wiertarki, pilnika i młotka (śmiech), więc takie rzeczy musiałem zlecić komuś z tokarką i frezarką. Oczywiście wedle mojego pomysłu. Nie wiem, czy zauważyłeś, że dźwignia zmiany biegów jest zrobiona z klucza oczkowego? Chciałem, aby było oryginalnie. Elementy toczone to aluminium połączone z mosiądzem. Jak się przetrze szmatką, to się komponują z całością (śmiech).

– Wydechy. Wspominałeś, że na początku były puste?
– Na początku tak. Miałem plan, aby były same puste rury. Potem jednak doszedłem do wniosku, że ładniej będzie wyglądał z dwoma małymi tłumikami. Musiały być skromne i nierzucające się bardzo w oczy, ale coś wytłumiające. Zrobiłem je z nierdzewki, niewiele tłumiły, dorobiłem więc dbkillery. Nie chciałem po prostu, aby dźwięk był bardzo metaliczny, bo wiesz, z samych rur to masz sam gulgot z cylindra. Ostatecznie wypchałem je specjalnie do tego przeznaczoną watą, nie wiem do końca jaką (śmiech), ale jest taka, jak być powinna.. Dzięki temu dźwięk zrobił się cichszy i bardziej basowy. Mam nadzieję, że to mi umili życie i kontakty z „władzą”…

– I sąsiadami?
– O tak… chociaż i tak już pewnie jestem znienawidzony po tych wszystkich regulacjach i przeróbkach, szczególnie układu wydechowego (śmiech). Trochę mi zajęło zanim dobrałem odpowiednio wszystko. Musiałem odpalać motocykl z tłumikami i bez, z mniejszą i większą ilością tłumiącej waty itp…. a obok na leżaku sąsiad starał się wypocząć (śmiech).

– Rozmawiasz z człowiekiem, który wypycha motocykl dwie uliczki dalej zanim odpali, więc powiedzmy, że wiem o co chodzi.
– No to się rozumiemy (śmiech).

Obraz 420 Obraz 599
– Tłumiki wyszły super, koncepcyjnie są zbliżone do lampy, która stanowi jeden z najciekawszych i najbardziej nietypowych elementów motocykla. Komponuje się to rewelacyjnie. Do lamp wrócimy, a teraz chciałbym cię zapytać o co innego. Dla mnie, choć oczywiście nie jestem specjalistą, cały design motocykla wyłamuje się trochę z szablonu, bo z jednej strony jest minimalistyczny, a z drugiej poprzez wykończenia pełen jest przepychu.
– Trochę jak cygański wóz? (śmiech)

– Bardziej chodziło mi o to, że kojarzy mi się ze Steampunkiem.
– No tak, to oczywiście też.

– Klimaty Juliusza Verne’a.
– Tak!

– Tylko to też tak nie do końca, bo to takie „smaczki”, które prosiłyby się wręcz, aby je rozbudować, a tymczasem ty poszedłeś w minimalizm. Na przykład tylna lampa, której zauważyć się praktycznie nie da, przynajmniej do momentu, gdy zostanie włączona. Nawet samo założenie, o którym mówiłeś na początku, że chciałeś zbudować cięższy motocykl, a użyłeś Virago, które raczej z ciężkim motocyklem się nie kojarzy. Udało ci się połączyć w pewnym sensie sprzeczne koncepcje.
– No tak (śmiech). Z tą wielkością Virago to jest tak, że w oryginale przód masz cieniutki, prześwit między przednim kołem, a silnikiem jest duży. Jak się na niego patrzy, to całość wydaje się taka szczupła. Tymczasem w obecnej formie wszystko trochę się skróciło, koło jeździ przy samym silniku. Jest masywniejsze, a w dodatku uzbrojone w dwie tarcze, lagi są grube i krótsze i to sprawia, że zupełnie inaczej to wygląda.

– Jest bardziej zwarty i z samego wyglądu dynamiczny.
– Tak. Wiesz, jak się składasz w zakręt, to kusi, aby odkręcić, bo naprawdę dobrze się prowadzi i dobrze się trzyma drogi. Jest tylko jeden problem, który zapewne zauważyłeś, że gdy składam się w zakręt, to wystawiam stopę. Robię to specjalnie, bo podnóżki są dość nisko zamontowane. W dodatku są na razie zrobione sztywno, a nie na zawiasie, więc muszę tak kombinować ze względów bezpieczeństwa, aby po prostu się nie wyłożyć. Będę musiał coś z tym zrobić, bo kusi, aby bardziej dynamicznie nim jeździć, choć mogłoby się wydawać, że nie jest do tego stworzony..

– Ok, teraz: LAMPA, bo motocykl nazywa się Cyklop…
– Nazwa Cyklop pojawiła się, gdy pojawiła się lampa. Na początku był to po prostu „motocykl” (śmiech).

– No ok, ale to też nie do końca cyklop, bo cyklop byłby jednooki.
– No tak (śmiech).

– Mówmy o tej wysuniętej na bok lampie, która jest nietuzinkowa, oryginalna i intrygująca, ale pasuje, nie razi i świetnie się komponuje z motocyklem… Głupie pytanie zadam: dlaczego? (śmiech).
– Dlaczego? (śmiech) No tak… motocykl stał się cyklopem w momencie, gdy zamontowałem pierwszą lampę, między lagami, tę czarną,
zrobioną m.in. z lampy od Wueski. Wiedziałem, że musi być soczewka. W tej lampie miały być krótkie i długie światła. Ale jak zacząłem ją mierzyć, to czegoś mi zaczęło brakować i wtedy pojawił się pomysł, aby zrobić jeszcze jedną. Oczywiście też soczewkę. Jedna lampa do krótkich, a druga do długich świateł. Dlaczego? Nie wiem kurczę… tak po prostu, aby było niestandardowo, jak wszystko. Poza tym tłumiki miałem już zrobione i pomyślałem, że przyda się też taki akcent z przodu.

Obraz 462
– O widzisz, a ja myślałem, że to było odwrotnie: najpierw lampa, a potem tłumiki.
– Ta boczna powstała później.

– I umieściłeś ją niesymetrycznie po drugiej stronie.
– Tak, chciałem, aby było nieszablonowo.

– No właśnie, i to komponuje się rewelacyjnie, zresztą zdjęcia tego nie oddają, to trzeba zobaczyć na żywo. Przyznaję szczerze, że to jest jeden z najciekawszych motocykli, jakie dotychczas wydziałem.
– Dziękuję, a wracając do symetrii, to więcej elementów tak zrobiłem. Wahacz jest po jednej stronie, światło tylne też świeci po jednej tylko, odblask po drugiej, filtr powietrza naprzeciw kominów, który też nawiązuje kształtem do lampy i tłumików, to też wkład w stronę asymetrii. To wychodziło wszystko w trakcie.

– W tym motocyklu jest tak dużo elementów, które są w pewien sposób wysmakowane, dopracowane, przemyślane, że nie ma sensu rozwodzić się nad każdym. Powiedz mi tylko, czy filtr ma jakiś wkład, czy to pusta puszka?
– Oczywiście jest wkład. Obecnie papierowy, ale docelowo będzie filtr stożkowy. Zresztą muszę jeszcze wyregulować motocykl, bo na razie jest tylko tak wstępnie. Po zmianie filtra będę pewnie brał się za to na poważnie. Widziałem różne rozwiązania w Virago, łącznie z filtrem wkręconym bezpośrednio w otwór w ramie, ale to już było, a ja chciałem zrobić coś oryginalnego. Zresztą na każdym etapie miałem różne pomysły nie zawsze trafne. Tak było na przykład z uchwytami błotników, których pierwsza wersja wylądowała w koszu, ale obudowa filtra była dobrym pomysłem – podrzuconym przez mojego ojca, który czasami coś skomentował, mniej lub bardziej trafnie…

Bardzo mi się podoba w tym motocyklu to, że nie jest przesadzony. Nie „odpłynąłeś” z nim tak, że przestał być funkcjonalny. To jest custom, ale ma wszystko to, co powinien mieć motocykl. Nim da się jeździć.
– Takie miałem założenie właśnie, aby zrobić motocykl, którym będę mógł jeździć. Niekoniecznie sześćset kilometrów nad morze, ale aby na miasto można było bez stresu wyjechać. Chociaż szeroka kierownica trochę to utrudnia (śmiech). Ostatecznie jest wygodnie i jedynie przy ciasnych manewrach na parkingu trochę przeszkadza. Rozważałem wersję z odwróconą kierownicą lub cliponsami, ale ostatecznie wygrała ta klasyczna.

– Opowiedz o błotnikach, bo to są małe dzieła sztuki.
– Błotniki miały być inne. Na początku miałem je zrobić z jednego kawałka blachy lub aluminium, ale do tego są potrzebne przyrządy i narzędzia, których nie mam. Nie wystarczy młotek (śmiech). Nawet mały błotnik to wyzwanie i raczej byłoby ciężko taki zrobić bez angielskiego koła, szczególnie że nigdy wcześniej nie próbowałem. Potem myślałem o żywicy i małych, lekkich, czarnych błotniczkach, ale to by się kłóciło z całością. Przyznam, że nie wiem skąd wziął się pomysł, aby zrobić je z elementów z nierdzewki składanych na zakładkę. Miałem z nimi zabawę przez parę dni, aby je doprowadzić do takiego stanu, by dały się założyć… Do tego dorabianie mocowań… Z przodu było to w miarę proste, ale z tyłu było już gorzej. Ważne, że się udało i jestem zadowolony.

– Ile mniej więcej zajęła Ci praca nad tym motocyklem?
– Hm… zacząłem w połowie września. Nie mogłem pracować codziennie, szczególnie, że garaż mam nieogrzewany, więc musiałem zrobić miesięczną przerwę. Kiedy jeszcze musiałem przenosić silnik ze stołu i z powrotem, i inne elementy, to było mi ciepło, ale gdy już stały zmontowane i przyszedł czas na drobniejszą robotę, to nie dało się wytrzymać. Podejrzewam, że gdyby poskładać ten cały czas bez przerw to pięć, sześć miesięcy wyjdzie. W to oczywiście wliczona jest zarówno praca jak i planowanie, i poprawki. To się tak tylko wydaje. Czasem wychodziłem z domu z zaplanowaną robotą pięciu tematów, a wracałem z nieskończonym jednym (śmiech). Często tak to jest, kiedy robi się coś po raz pierwszy.

Obraz 610 Obraz 594 Obraz 455
– Szacowałeś kiedyś koszty tego projektu?
– Tak. Na początku nawet je zapisywałem, ale potem przestałem (śmiech), może to i dobrze, że przestałem… Z jednej strony koszt części, z drugiej koszty dorabiania elementów czy sytuacje, jak np. z łożyskami do główki ramy, których nie mogłem dostać w Polsce i musiałem je zamówić za granicą. Krótko mówiąc, wszystko złożyło się w całkiem niezłą sumę – nie licząc czasu;). Uważam jednak, że efekt jest tego wart (śmiech).

– Oczywiście. Zresztą dowodem na to są reakcje ludzi. Nawet jak tu teraz rozmawiamy, to obok motocykla co chwila ktoś się zatrzymuje i go podziwia.
– No tak, nie da się ukryć, że to też jest jakiś sukces i cel. W końcu nie buduje się wyjątkowego motocykla po to, aby nikt na niego nie zwracał uwagi (śmiech). Zawsze gdy się gdzieś zatrzymuję, choćby na światłach czy po benzynę, to wzbudza zainteresowanie trochę większe niż Svka lub Ural (śmiech).

– Jakie plany motocyklowe na przyszłość?
– Eh… tak jak już mówiliśmy, choć Cyklop już jest i cieszy oko i ucho, to nie jest jeszcze skończony i muszę jakieś drobiazgi zrobić. Mam też nadzieję, że nie będzie ostatni. Już powoli jakieś plany snuję, że idzie zima i dobrze by było coś świeżego na przyszłą wiosnę wyturlać z garażu. Mam nadzieję, że się to uda. Jak będzie, zobaczymy. Poza tym fajna rzecz się stała, bo ludzie zaczęli się interesować i pytać, jak coś było zrobione i czy chciałbym zrobić więcej. Zaczynają zamawiać u mnie tłumiki i różne drobiazgi do swoich motocykli. Taki odzew jest bardzo fajny. Na przykład teraz robię tłumiki do Triumpha do Anglii na podstawie rysunków, które przysłał właściciel. To już kolejne zamówienie, które realizuję, co bardzo mnie cieszy.

– Czyli rozumiem, że gdy komuś spodoba się to, co zrobiłeś i robisz, to może się do ciebie odezwać i nie powiesz „nie”?
– Raczej nie powiem „nie” (śmiech). Absolutnie nie będę miał nikomu za złe, jeśli będzie chciał, aby coś zrobić fajnego.

– Nie pozostanie nam w takim razie nic innego, jak na końcu zamieścić namiar na ciebie. Sam kiedyś szukałem kogoś, kto dorobi mi coś do motocykla wedle mojego pomysłu i miałem z tym kłopot. Dlatego, skoro ty możesz pomóc w takich sprawach, to super, bo pewnie niejednej osobie przyda się taki kontakt i możliwość skorzystania z twojego doświadczenia, umiejętności i pasji.
– Pasja jest dla mnie najważniejsza. Zresztą cały czas nie mogę w to uwierzyć, że ktoś się interesuje moim motocyklem na tyle, aby robić o nim materiał do pisma motocyklowego. Nie spodziewałem się aż takiego odzewu, szczerze mówiąc.

– Gdybyś zrobił coś brzydkiego, to pewnie nie byłoby odzewu (śmiech) Ale, o czym muszę tu powiedzieć, ja jestem pod wrażeniem twojego poświęcenia. Burza za oknem (kończyliśmy nagrywać w samochodzie – przyp. red.), walą pioruny, leje, a ty zamiast powiedzieć wcześniej: „Spadaj stary, wracam zanim zmoknę, dokończymy za dwa dni”, nie przerwałeś wywiadu, mimo że zaraz będziesz musiał wracać w tych warunkach.
– Pod kaskiem będzie sucho (śmiech). Spoko, jest ok.

– To jest właśnie to: pasja. Dziękuję ci więc za rozmowę i poświęcony czas.
– Dzięki.

 

Autor: Jacek Łukawski

Tekst publikowany był w kwartalniku „Swoimi Drogami”

Kontakt do Wojtka:
e-mail: spyra78@wp.pl
tel. 530 910 325

 

Obraz 485 Obraz 477 Obraz 465 Obraz 439 Obraz 511 Obraz 875

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>